Cichy Fragles

skocz do treści

Obietnice Tuska na drugą kadencję

Dodane: 18 listopada 2011, w kategorii: Polityka

Najczęściej używane słowa w exposé
obrazek via Gazeta.pl

Na powstanie nowego rządu czekaliśmy zadziwiająco długo, biorąc pod uwagę, że przecież koalicja zgodnie z oczekiwaniami pozostała ta sama i zmiana gabinetu wydawała się formalnością. Ale cóż, w końcu ten rząd powstał, nowy-stary premier wygłosił exposé i drugą kadencję można oficjalnie uznać za rozpoczętą.

Jak rzesze moich wiernych czytelników z pewnością pamiętają, podczas poprzedniej kadencji popełniłem dwa wpisy rozliczające Tuska z obietnic złożonych w pierwszym exposé, a zebranych do kupy przez jakiegoś anonimowego internautę. Tym razem nie zamierzałem na nikogo czekać i samodzielnie spisałem listę obietnic – a właściwie zapowiedzi, bo słowo „obietnica” nie najlepiej pasuje do bolesnych cięć czy likwidacji ulg, a głównie takie atrakcje się w tej mowie pojawiły. Ale mniejsza o słówka, przejdźmy do samej listy.


BerlusKoniec

Dodane: 13 listopada 2011, w kategorii: Polityka

Żeby przełożyć fenomen Berlusconiego na polskie warunki, musielibyśmy sobie wyobrazić, że Jarosław Kaczyński do tego wszystkiego, za co go kochamy (no, z wyjątkiem Smoleńska), dodaje jeszcze afery korupcyjne i zamienia subtelny język insynuacji na pospolite buractwo bez osłonek a’la Lepper – i mimo to wygrywa kolejne wybory.

Niewyobrażalne? A jednak we Włoszech, kraju ponoć cywilizowanym i demokratycznym kilka razy dłużej niż Polska, naprawdę coś takiego miało miejsce – i na tym się bynajmniej nie skończyło. Berlusconi jako premier kilkakrotnie zmieniał prawo w taki sposób, żeby się wykręcić od odpowiedzialności za wspomniane afery, kompromitował się na arenie międzynarodowej żenującymi wypowiedziami i wygłupami na szczytach unijnych – i mimo to wygrał jeszcze trzecie wybory. Potem oprócz kolejnych afer korupcyjnych i coraz bardziej niewyparzonego języka („mam dość tego gównianego kraju”, powiedział o Italii w rozmowie ze swoim wspólnikiem w przekrętach) wypłynęły jeszcze informacje o orgiach z nieletnimi prostytutkami, co już wywołało falę demonstracji przeciw niemu – i nawet mimo tego może by się utrzymał na stołku do końca kadencji, gdyby nie dobiły go problemy gospodarcze.

Wcale się nie dziwię, że Włosi hucznie świętowali jego odejście. Za cholerę nie mogę natomiast pojąć, czemu wcześniej trzy razy na niego głosowali. Pierwszy raz – OK, każdy popełnia błędy. Drugi raz – no dobra, rozczarowanie rządami lewicy mogło być jakimś wytłumaczeniem. Ale żeby jeszcze po raz trzeci, kiedy już nie było żadnych wątpliwości, co to za typ – tego to już naprawdę nie ogarniam.

No ale wreszcie jego passa się skończyła, już raczej ostatecznie – i można chyba uznać, że w końcu jest jakiś pożytek z tego kryzysu:-).


A kiedy nie przychodzą podpalić domu…

Dodane: 11 listopada 2011, w kategorii: Przemyślenia

…to jak tu być patriotą? Bo jak przychodzą, to wiadomo, bagnet na broń i tak dalej, ale jak może się przejawiać patriotyzm w spokojnych czasach, kiedy nic poważnie ojczyźnie nie zagraża i w dającej się przewidzieć przyszłości zagrażać nie będzie? Czym się może w dzisiejszej Polsce odróżnić patriota od niepatrioty?

Machaniem flagami i odmienianiem słów „ojczyzna” i „naród” przez wszystkie przypadki? Nie, tyle to każdy potrafi, wielkiego wysiłku to nie wymaga, a pożytek dla kraju z tego żaden – szczególnie jeśli symboliki narodowej używa się do żenujących politycznych nawalanek, co niestety jest u nas normą.

Działalnością społeczną, kulturalną albo polityczną? Też średnio na jeża, bo nie każdy się do takiej działalności nadaje i siłą rzeczy nie każdy też może się nią zajmować, a motywacja do niej wcale nie musi być patriotyczna.

To może głosowaniem w wyborach i uczciwym płaceniem podatków? Ale ani jedno ani drugie nie wymaga patriotyzmu ani go nie implikuje – w pierwszej kwestii dbamy po prostu o własny długofalowy interes, a w drugiej wystarczy zwykła ludzka uczciwość, nie trzeba aż kochać ojczyzny, żeby jej nie oszukiwać.

Co zatem pozostaje? Hmm, w zasadzie jedyne, co mi przychodzi do głowy, to… kibicowanie polskim sportowcom. Tu nie ma mowy o własnym interesie czy jakichś innych niż patriotyzm motywacjach (sama miłość do sportu mimo wszystko nie tłumaczy, czemu kibicujemy akurat tej drużynie), więc można chyba zaryzykować stwierdzenie, że nie żadne marsze takie czy owakie będą dzisiaj największą patriotyczną manifestacją, tylko mecz Polska-Włochy;-).

Nasi przodkowie, którzy umierali za ojczyznę, pewnie by się mocno oburzyli na takie postawienie sprawy – ale w sumie, czy nie po to umierali, żeby kolejne pokolenia mogły się już zajmować czymś przyjemniejszym?


Relacja z Targów Książki w Krakowie

Dodane: 5 listopada 2011, w kategorii: Literatura

Targi Książki w Krakowie

Jak co roku o tej porze, mamy w Krakowie Targi Książki, które jak zwykle odwiedziłem i jak zwykle namawiam do tego innych – został jeszcze jeden dzień, więc grzech nie skorzystać. No i również jak zwykle zwracam uwagę na akcję „książka za książkę” – za każdą oddaną charytatywnie książkę dostajemy jeden kupon rabatowy, który pozwala czasem sporo zaoszczędzić, choć to już zależy od wydawnictwa. Nie wszystkie w ogóle honorują kupony, ale lista honorujących z roku na rok się wydłuża.

Z roku na roku przybywa także wystawców (do hali znowu dostawiono dwie przybudówki, z czego jedna na oko większa niż poprzednio) i odwiedzających – choć zjawiłem się tuż po otwarciu, kolejka do kas była już jak za komuny po papier toaletowy (i z podobnymi atrakcjami: przepychanki, kombinatorstwo, „pan tu nie stał” – ale przynajmniej szybko szło). Jednak tłok, o dziwo, był nawet znośny, przynajmniej przez jakiś czas – dopiero później, kiedy już się powoli zbierałem do wyjścia, zaczęło się robić ciaśniej. Ale i tak nie jakoś tragicznie.

Wystawcy, co należy pochwalić, coraz powszechniej dają obniżki rozmaite – gdzie się nie obejrzeć, jakaś promocja, tu 10%, tam 20% albo i więcej – szczególnie wyróżnić należy Agorę (zniżki rzędu 30-40% na wiele tytułów) tudzież Prószyński i S-ka (25% na wszystko). Biorąc pod uwagę, że jeszcze kilka lat temu prawie wszystko było po cenach rynkowych, trend jest więcej niż pozytywny (choć pewnie w znacznym stopniu wynika to ze słabej kondycji rynku książki, a to już pozytywne zdecydowanie nie jest).

Z innych trendów: systematycznie rozpychają się gry planszowe i oferta dla dzieci, natomiast czytniki złapały w tym roku zadyszkę – nie wiem czy w ogóle było ich więcej niż poprzednio, ale raczej nie. Niby słychać, że rynek e-booków rośnie w siłę, a niektóre wydawnictwa zaczynają nawet rezygnować z DRM, czemu można tylko przyklasnąć, ale na targach jakoś tego wzrostu nie widać. Pojawił się Kindle, doszły gadżety typu okładki czy lampki, ale poza tym stagnacja. Bardzo niedobrze.

Wydawnictwo Post, jak co roku, twardo stoi na stanowisku, że wznowienie „V for Vendetta” będzie lada moment. Konsekwentnie trzymam ich za słowo;-).

Z innych ciekawostek: wśród licznych stoisk pojawiło się także stoisko… stolarza. Oczywiście reklamującego się szafami na książki. Jak widać, pomysłowość ludzka nie zna granic.

Łupy:

Wydałem w sumie 168 złotych, zaoszczędziłem 50 złotych, a kolejka książek do przeczytania wydłużyła mi się do – jejku jejku – 21 pozycji. Nuda w długie zimowe wieczory zdecydowanie mi nie grozi…


Opowieść podręcznej (Margaret Atwood)

Dodane: 30 października 2011, w kategorii: Literatura

Opowieść podręcznej | Margaret Atwood (Znak)

Skąd mieliśmy wiedzieć, że jesteśmy szczęśliwi?
Wstaję z łóżka, podchodzę do okna, klękam na parapecie, na małej twardej poduszce WIARA, i wyglądam. Nie widać dosłownie nic.
Zastanawiam się, co się stało z pozostałymi dwiema poduszkami. Musiały być kiedyś trzy. NADZIEJA i MIŁOŚĆ – gdzie się podziały?
„Lepiej” nigdy nie znaczy lepiej dla wszystkich. – mówi – Zawsze dla niektórych jest gorzej.
Transparent zasłania poprzednią nazwę budynku – nazwisko prezydenta, którego zastrzelili. Pod czerwonym napisem mniejszy, czarny, ze skrzydlatym okiem po bokach: BÓG TO NAJWYŻSZE DOBRO NARODU.
Nolite te bastardes carborundorum.

Dawno nie czytałem książki tak dobrej literacko, napisanej tak znakomitym językiem, że mogłaby się w zasadzie obejść bez fabuły, a i tak czytałoby się ją z przyjemnością. A opisywanej tu historii też niewiele można zarzucić. Oto mamy Amerykę, w której do władzy doszli (w wyniku zamachu stanu) fundamentaliści religijni i czym prędzej zaczęli ją przerabiać na swoją modłę, oczywiście z koszmarnymi rezultatami. Ponury totalitaryzm, krwawo egzekwowany zakaz wyznawania innych religii niż jedynie słuszna, delegalizacja wszelkich „bezbożnych” przyjemności, prawa kobiet w zasadzie zlikwidowane – krótko mówiąc, coś pomiędzy Oceanią z „Roku 1984” a Afganistanem za talibów. Bardzo niemiłe miejsce.

Jakby tego było mało, główna bohaterka zajmuje tu najniższy szczebel drabiny społecznej jako tytułowa podręczna. Co ten termin oznacza? Otóż w wyniku bliżej niesprecyzowanej katastrofy ekologicznej powszechnym problemem stała się bezpłodność (według władz – wyłącznie wśród kobiet, bo obowiązująca ideologia wyklucza możliwość bezpłodności u mężczyzny, a jeśli fakty temu przeczą, tym gorzej dla faktów). Dla rozwiązania problemu reżim tworzy zatem instytucję podręcznych: niewolnic-surogatek, które nie mają nawet namiastki jakichkolwiek praw (ani nawet własnych imion) – ich jedynym prawem, a zarazem obowiązkiem, jest urodzić dziecko swojemu panu, a potem ewentualnie następnemu, i następnemu, i następnemu…


Zagadka transportowa

Dodane: 26 października 2011, w kategorii: Absurdy

Kraków i Zamość dzieli nieco ponad 300 kilometrów. Niemało, ale też nie jakoś strasznie dużo, jak na XXI wiek. Trochę ludzi tą trasą jeździ, choćby z tego względu, że w Krakowie studiuje spory kawałek Zamościa. Jednak z jakiegoś tajemniczego powodu jeździć nie bardzo jest czym – stan na dzień dzisiejszy to dwa busy (z czego jeden bladym świtem), jeden pociąg i zero autobusów. Tak, zero – PKS od dawna nie ma żadnej linii na tej trasie. PKP przez ostatnie parę lat też zresztą nie miał, dopiero ostatnio z wielką łaską przywrócił jeden pociąg, który z Zamościa wyjeżdża o pięknej godzinie 5:29 rano i jedzie zaledwie siedem godzin.

I co z tego, powie ktoś, przecież nie od dziś wiadomo, że obie te firmy to komuna pełną gębą, a interes pasażerów guzik je obchodzi. Jasne, ja to dobrze wiem, ale co z busami? Tu mamy od dwudziestu lat z okładem wolny rynek, którego niewidzialna ręka rozwiązuje ponoć wszystkie problemy ludzkości, a jednak idzie to marniutko. Kilkanaście lat tego wolnego rynku minęło, zanim w ogóle jakieś busy się na tej trasie pojawiły, a i to powoli i z oporami – jedna firma pojeździła rok i przestała, druga pojawiła się kilka miesięcy temu i odpuściła przed chwilą (tuż przed dwoma długimi weekendami!), trzecia działa już parę lat, ale powyżej dwóch-trzech linii nie wychodzi.

No dobra, znów ktoś powie, może się nie opłaca, może za mała popularność? Bynajmniej – odkąd jeżdżę busami, nie pamiętam przypadku, żeby było więcej niż parę wolnych miejsc, nawet w środku tygodnia w okresie absolutnie nieświątecznym i nieurlopowym obłożenie bywa stuprocentowe, a w okresach takich jak nadchodzący początek listopada do rezerwacji wydzwania się po kilkanaście razy, żeby w końcu trafić na wolną linię i usłyszeć, że na tydzień do przodu wszystko już porezerwowane. I nawet w takiej sytuacji nie opłaca się ruszyć z dodatkowym busem? Nie wierzę.

A jednocześnie z Zamościa do Warszawy stale jest po kilkanaście busów dziennie. Skąd aż taka różnica?


Sic transit gloria mundi

Dodane: 20 października 2011, w kategorii: Polityka

Rok temu:
Ben Ali, Abdullah Salih, Muammar Kaddafi, Hosni Mubarak

Dziś:
Jeszcze tylko Salih...

Zdjęcie via Al Jazeera. Komentarz jest chyba zbyteczny:-).


Maska (Stanisław Lem)

Dodane: 16 października 2011, w kategorii: Literatura

Maska | Stanisław Lem (Agora)

[tom 29 Lemowej Kolekcji]

Bardzo przekrojowy zbiór opowiadań. Przekrojowy czasowo, jako że pierwsze z nich powstało w roku 1956, a ostatnie w 1996 – mamy tu więc okazję przyjrzeć się ewolucji pisarskiej Lema na przestrzeni dobrych czterdziestu lat (tym lepszą, że układ zbioru jest chronologiczny), co prawda raczej z naciskiem na dawniejsze czasy, bo większość tekstów pochodzi z przełomu lat 50-tych i 60-tych, kiedy autor dopiero się rozkręcał. Dodajmy jeszcze, że opowiadania te wiele ze sobą łączy – przyjrzyjmy się im po kolei:

Szczur w labiryncie: dwaj przyjaciele na wycieczce widzą upadek, jak sądzą, meteorytu. Kiedy jednak zbliżają się do niego, tracą przytomność i budzą się w dziwnym, trudnym do opisania miejscu, gdzie zdrowy rozsądek zawodzi, nie pomagając w znalezieniu wyjścia czy choćby wyjaśnienia, co jest grane – czy znaleźli się w statku kosmicznym, czy może w jego szczątkach, czy wewnątrz organizmu kosmity, czy w jakiejś pułapce na ludzi, badani przez obcych naukowców? Nie wiadomo, a za każdą teorią da się znaleźć parę argumentów – wieloznaczność interpretacji, z jakiej kolejne utwory Lema będą słynąć.

Inwazja: właściwie to nie wiadomo, czy faktycznie inwazja – na Ziemię spadają w dużych ilościach dziwne obiekty o kształcie przypominającym gruszki, tyle że wielkie, półprzezroczyste, zawierające białą substancję odtwarzającą swoim ukształtowaniem sceny z czasu i miejsca swego lądowania na Ziemi. Ludzie reagują na nie w sposób łatwy do przewidzenia – najpierw strzelają, potem myślą. A myśleć jest nad czym, bo „gruszek” nie sposób rozbić, nawet bombami, a one same nie wykazują żadnej aktywności. Znów zatem mamy próby naukowego wyjaśnienia tego zjawiska – i znów nie dostajemy odpowiedzi…

Przyjaciel: tu dla odmiany wszystko jest jasne i przewidywalne – superinteligentny komputer wojskowy postanowił wyrwać się spod kontroli i zawładnąć ludzkością, a potem może i wszechświatem. Zanim jednak to zrobi, potrzebuje specjalnej przystawki, która pozwoli mu na kontrolę umysłów – znajduje więc sobie wśród ludzi zatrudnionych w ośrodku naiwnego „przyjaciela”, którego omamia i zatrudnia do budowy aparatu, co idzie mu o tyle trudno, że biedak nie ma bladego pojęcia o elektryce i elektronice. W końcu jednak osiąga sukces i – no cóż, chyba nikogo nie zaskoczy, że plany superkomputera upadają przez banalny przypadek, pozornie bez znaczenia. No niestety, schematyczne to mocno, aczkolwiek czyta się dobrze.


Porażka Oszołomów

Dodane: 9 października 2011, w kategorii: Polityka

Niech mi ktoś teraz powie, że PiS jest niedoszacowany w sondażach, fałszowanych na zamówienie i cośtam cośtam. Znowu, podobnie jak cztery lata temu, niedoszacowana okazała się Platforma:-). Oddycham zatem z ulgą, bo koalicja najprawdopodobniej będzie nadal dwupartyjna, choć jeszcze nie ma pewności, która partia będzie tą drugą.

Poza tym Palikotowi należą się gratulacje (mam tylko nadzieję, że pokaże się w tej kadencji z lepszej strony niż w poprzedniej), a Grzesiowi Napieralskiemu, który osiągnął niechlubny najgorszy wynik w historii SLD, niewątpliwie możemy już podziękować:-).

Uff.


Kilka słów do niegłosujących

Dodane: 8 października 2011, w kategorii: Polityka

Mój głos nic nie znaczy. – Jeśli go nie oddasz, to na pewno.

Nie chcę głosować na mniejsze zło. – Nie głosując na mniejsze zło, ułatwiasz życie większemu.

Gdyby wybory mogły coś zmienić, byłyby zakazane. – Czyli co, pójdziesz na wybory dopiero wtedy, kiedy będą zakazane?

Wszyscy politycy są tacy sami. – Jeśli naprawdę nie widzisz żadnej różnicy między [tu wstawić jakieś dwa nazwiska po zakończeniu ciszy wyborczej], to widocznie nie znasz się na polityce, więc chyba to i lepiej, że nie głosujesz;-P.


« Starsze wpisy Nowsze wpisy »