Cichy Fragles

skocz do treści

Cztery lata bloga

Dodane: 29 maja 2012, w kategorii: Prywata

No i znowu roczek blogowania stuknął, a stało się to już po raz czwarty. Hmm, cztery lata to tak jakby cała kadencja, może powinienem z tej okazji rozpisać wybory i poddać się demokratycznej weryfikacji;-). W porównaniu ze słabym poprzednim rokiem, ten wypadł znacznie lepiej – 74 wpisy i 611 komentarzy (plus kilkadziesiąt spamerskich, uwzięło się na mnie robactwo ostatnio) to bez wątpienia znaczny postęp, a średnia 8.26 komentarza na wpis przebija wszystkie poprzednie lata – co oznacza, że blog rośnie w siłę, a niechybny podbój świata (no co, trzeba mieć skromne oczekiwania) zbliża się wielkimi krokami.

Najpopularniejsze wpisy:

  1. Tablet Lark FreeMe 70.2S – pierwsze wrażenia
  2. Top 10: najlepsze książki, jakie czytałem
  3. Najtrudniejsze pytania dla wierzących
  4. Zagadka na niedzielę
  5. Tuska plusy i minusy
  6. Krótki test samodzielnego myślenia
  7. Amazon Kindle – pierwsze wrażenia
  8. Obietnice Tuska i ich realizacja – podsumowanie
  9. Kaczyń
  10. Top 10: najlepsze gierki XX wieku

Najwięcej komentarzy:

  1. Zagadka na niedzielę (56)
  2. Najtrudniejsze pytania dla wierzących (51)
  3. Lepperum polelum (47)
  4. Krótki test samodzielnego myślenia (34)
  5. Tuska plusy i minusy (30)
  6. Wolność, własność, hipokryzja – czyli rzecz o piractwie (23)
  7. Duke Nukum forever (20)
  8. Prawie jak opozycja (19)
  9. Amazon Kindle – pierwsze wrażenia (15)
  10. Historyczny sukces działaczy (14)

Popularności wpisu o tablecie oczywiście się spodziewałem, ale tego, że w ciągu trzech tygodni od publikacji stanie się numerem jeden ostatniego roku, na pewno bym nie przewidział – tym bardziej, że ani zabawka jakimś iPadem nie jest, ani niczego niezwykłego o niej nie napisałem. Cóż, niezbadane są wyroki Google.


Euro-wizja

Dodane: 27 maja 2012, w kategorii: Futbol

Euro 2012 zbliża się wielkimi krokami, więc wypadałoby coś wstępnie na ten temat napisać, np. próbując przewidzieć, jak się ten turniej potoczy. Dwa lata temu, gdy typowałem wyniki mundialu w RPA, udało mi się trafić z mistrzostwem dla Hiszpanii i trzecim miejscem dla Niemiec, więc liczę, że i tym razem szklana kula nie zawiedzie, choć zadanie trudniejsze, bo ME są dużo bardziej nieprzewidywalne niż MŚ. Zatem zgadujmy:

Grupa A

1. Rosja
2. Polska (trzeba wierzyć…)
3. Grecja
4. Czechy

Grupa B

1. Holandia
2. Niemcy
3. Dania
4. Portugalia


Dnorn

Dodane: 24 maja 2012, w kategorii: Absurdy, Polityka

Do systematycznego przebijania kolejnych den przez kaczystów/ziobrystów zdążyłem się już prawie przyzwyczaić (prawie, bo jednak ciągle próbuję wierzyć, że tym razem to już naprawdę ostatnie dno), ale oni i tak ciągle jeszcze potrafią mnie zaskoczyć. Wczorajszy list Dorna jest wrong on so many levels, że nawet nie chce mi się szukać słów do jego skomentowania – ograniczę się zatem do stwierdzenia, że o Dornie z całego tego PiS-owskiego towarzystwa zawsze miałem najlepsze zdanie (po wyborach w 2005 liczyłem nawet po cichu, że może jednak to on zostanie premierem, co uważałem za lepszą opcję od Rokity) i mimo wszystkich jego żałosnych zachowań jako Marszałka Sejmu i później, miałem go za inteligentnego człowieka. Ech, jakże się myliłem…

Ale nie uczę się na błędach, przyznaję – nadal próbuję wierzyć, że tym razem to już naprawdę ostatnie dno, którego już po prostu nie da się bardziej pogłębić. Może dlatego, że zwyczajnie nie starcza mi już wyobraźni, co jeszcze bardziej dennego można wymyślić.


Król bólu #3 (Jacek Dukaj)

Dodane: 20 maja 2012, w kategorii: Literatura

okładka (Wydawnictwo Literackie)

Część pierwsza
Część druga

Crux

Polska AD 2054 ciągle nie jest normalnym krajem – przynajmniej nie w świetle dzisiejszych wyobrażeń o normalności. Postępy nanotechnologii przyniosły wprawdzie powszechny dobrobyt, ale też równie powszechne bezrobocie i skrajne rozwarstwienie społeczeństwa – miażdżąca większość prowadzi pustą, bezcelową egzystencję w blokowiskach (zwanych socjaliskami), mając o swój los pretensje do całego świata, ale ani myśląc czegokolwiek zrobić w kierunku jego odmiany; nieliczna elita natomiast bawi się w odtwarzanie Rzeczypospolitej szlacheckiej, z tytułomanią, heraldyką, kodeksem honorowym, pojedynkami i całym dobrodziejstwem inwentarza. Obie sfery, jak nietrudno zgadnąć, praktycznie się nie stykają, niewiele o sobie wiedzą i wzajemnie sobą gardzą.

Główny bohater należy do elity i z pospólstwem się nie zadaje – ale gdy jego ojciec zostaje ciężko ranny w pojedynku, a lekarze nie są w stanie mu pomóc, trzeba się brzytwy chwytać. Tytułowy Crux, mityczny mesjasz socjerów, podobno może wszystko, nawet umarłych przywracać do życia – co nasz bohater uważa za totalną bzdurę, ale ulega perswazji i postanawia spróbować go odszukać. Wyprawa do socjaliska potoczy się jednak całkowicie inaczej niż oczekiwał, a Crux, jak się okaże, istnieje, jest nie byle kim i ma – żeby tu za wiele nie zdradzić – bardzo ambitne i dalekosiężne plany, które wyższym sferom niezbyt się spodobają. Inna rzecz, że socjerom na dłuższą metę pewnie jeszcze bardziej.


Król bólu #2 (Jacek Dukaj)

Dodane: 17 maja 2012, w kategorii: Literatura

okładka (Wydawnictwo Literackie)

Część pierwsza

Oko potwora

Trzy dni po opuszczeniu orbity Marsa CSS „Behemot V” otrzymał morsem ostrzeżenie o nadchodzącej burzy słonecznej. Nawigator obliczył nową trajektorię, pozwalającą zejść w porę w pas asteroidów i osłonić statek masą skalną; mieliśmy potem dopędzić Jupitera na tej samej elipsie, po dodatkowych akceleracjach. Stos atomowy, stary model lunarny, sprawował się dobrze, „Behemot” dysponował zresztą zapasem paliwa na cztery akceleracje do kursowej. Już po zmianie kursu Nawigator odkrył, że w obliczeniach był błąd. Rozmontowawszy z Elektronikiem i Inżynierem kalkulator pokładowy, znalazł na świeżo lutowanych układach popalone kłębki włosów, kulki kurzu bądź wełny. Była to oczywiście wina Elektronika, który się upił na wychodnym w bazie na Dejmosie i dręczony kacem nieważkościowym nie dopilnował techników przysłanych dla okresowych reperacji ze stoczni marsjańskiej. Trzeba było na gwałt nowe obliczenia wykonać, już dla z góry tak nieszczęśliwie ustalonego wektora. Kapitan, Nawigator i Pierwszy Pilot ślęczeli nad nimi całą nocną wachtę. Wyczyszczony kalkulator dla odmiany się przegrzał; Elektronik własnymi rękami okładał rozpalone lampy próżniowe maszynowego mózgu szmatami z suchym lodem, parząc się przy tym dotkliwie. Przyszedł do mnie z tymi poparzeniami. Dałem mu maść i obandażowałem dłonie. Teraz już będzie zupełnie do niczego nieprzydatnym.

Nie, ten cytat nie pochodzi z jakiejś zaginionej powieści Lema z lat 60-tych. Tak się zaczyna opowiadanie Dukaja będące jednym wielkim hołdem dla Mistrza – Dukaj odtworzył tu wiernie zarówno styl, jak i „realia” powieści SF sprzed półwiecza (stąd ta cała lutowana elektronika, lampy próżniowe i inne technologie dziś już przestarzałe, ale wówczas stanowiące symbol ultranowoczesności), a do tego powtykał tu i ówdzie rozliczne smaczki dla fanów Lema. Część z nich widać już w powyższym wprowadzeniu – bezimienni bohaterowie nazywani jedynie funkcjami, jak w „Edenie”, charakterystyczna fraza „w obliczeniach był błąd”, która tamtą powieść otwierała, wiecznie niedomagające (czy to przez własną niedoskonałość, czy przez ludzką fuszerkę) sprzęty na statku, niczym w niektórych przygodach pilota Pirxa…


Król bólu #1: Linia oporu (Jacek Dukaj)

Dodane: 14 maja 2012, w kategorii: Literatura

okładka (Wydawnictwo Literackie)

Które dragi brać, żeby nie musieć brać żadnych dragów?
Nie pamięta.
To znaczy pamięta, ale niezindeksowane.
Tylko pierwsza młodość za friko! Za następne trzeba płacić.
W progu jeszcze dopada go ostatnia mądrość szefa: To, czego ci trzeba, Kostrzewa, to porządny nałóg.
Panie! Panowie! I wy, pojebce kochane!
Pewne to jak epoka lodowcowa i czerwony olbrzym. Tylko o datę się założyć.
Bo przecież – coś musisz robić, kiedy nie musisz robić niczego.
Chuj tężeje, dusza śpiewa.
Człowieczeństwo to nie jakość zerojedynkowa. Nie istnieją uniwersalne testy Turinga.
Człowieczeństwo to szeroka fala Gaussowska. I jeden jej kraniec nie przyznaje się do drugiego.

Wolność, własność, hipokryzja – czyli rzecz o piractwie

Dodane: 7 maja 2012, w kategorii: Net, Przemyślenia

Emocje wokół ACTA zdążyły już nieco opaść i przez jakiś czas powinien być w tej sprawie spokój, choć oczywiście walka będzie trwała jeszcze wiele miesięcy, jeśli nie lat. Niezależnie jednak od wyniku, problem piractwa pozostanie – ani przyjęcie ACTA go nie zlikwiduje, ani odrzucenie nie spowoduje żadnego przełomu. To tylko jedna z wielu bitew w wojnie, która trwa od bardzo dawna i w dającej się przewidzieć przyszłości na pewno się nie skończy. Ba, nie wiadomo, czy w ogóle kiedykolwiek to nastąpi, bo mamy tu klasyczny przypadek sporu o wartości (Wolność vs Własność), a z doświadczenia wiadomo, że takie spory rzadko dają się rozstrzygnąć. Szczególnie gdy za wzniosłymi wartościami stoją przyziemne interesy – producenci chcą zarabiać, a odbiorcy nie chcą płacić i tylko o to tak naprawdę chodzi, reszta to zasłona dymna.

Osobiście zajmuję w tym sporze pozycję mało komfortową, bo na barykadzie, gdzie obrywa się od obu stron. Z jednej strony producenci, którzy próbują zawracać Wisłę kijem i trzymają się kurczowo metod dystrybucji z czasów przedinternetowych, a z piractwem walczą tak kretyńskimi sposobami jak DRM, utrudniający życie wyłącznie uczciwym użytkownikom – no i organizacje typu ZAIKS, które w ramach obrony praw autorskich posuwają się do absurdów typu zakaz puszczania muzyki u fryzjera, bo to niby nielegalne publiczne odtwarzanie. O ich hipokryzji napisano już jednak w necie niezliczone elaboraty, więc nie będę dokładać swojego. Z wrodzonej przekory wolę się przyjrzeć drugiej stronie, czyli piratom, którzy hipokrytami są nie mniejszymi, ale zwracanie na to uwagi jest w necie z oczywistych przyczyn „trochę” mniej popularne.


Tablet Lark FreeMe 70.2S – pierwsze wrażenia

Dodane: 3 maja 2012, w kategorii: Techblog

Strasznie się ostatnio rozrzutny zrobiłem – raptem pół roku temu kupiłem sobie Kindle’a, dwa miesiące temu nowe flaki do komputera, teraz tablet, a jeszcze z powodu Euro zacząłem się zastanawiać nad nowym telewizorem. Ani chybi wpadłem w końcu w sidła szalonego konsumpcjonizmu;-).

A przy okazji w sidła speców od marketingu – zasadniczo nie planowałem zakupu nowej zabawki, ale skoro w Wyborczej zrobili promocję, to stwierdziłem, że specyfikacja przyzwoita, 370 złotych nie majątek, a zabawka do przeglądania netu bez konieczności włączania komputera by mi się przydała. Czytnik niby też dawał taką możliwość, ale na pół gwizdka – wolno, topornie, na czarno-białym ekranie, z kursorem poruszanym klawiszami – to zdecydowanie nie to, co tygrysy lubią najbardziej. Wystarczyło tylko do rozbudzenia apetytu – przypuszczam, że gdyby nie doświadczenia z czytnikiem, raczej bym nie kupił tabletu. Steve Jobs miał jednak sporo racji, kiedy twierdził, że klienci nie są od tego, żeby wiedzieć czego chcą.


Bajty polskie (Bartłomiej Kluska i Mariusz Rozwadowski)

Dodane: 26 kwietnia 2012, w kategorii: Literatura

okładka (Orka)

Recenzję „Dawno temu w grach” zakończyłem wyrażeniem nadziei, że na kolejną polską książkę o grach komputerowych nie będziemy musieli znowu czekać dziesięć lat. Rzeczywistość okazała się dużo lepsza, niż śmiałem wówczas przypuszczać – przez minione dwa lata wyszły co najmniej cztery kolejne tytuły poruszające tę tematykę, czyli dwa razy więcej niż w całej wcześniejszej historii. Strach pomyśleć, co to będzie dalej, jeśli taki trend się utrzyma;-).

„Bajty polskie”, jak sam tytuł wskazuje, traktują o historii gier komputerowych nad Wisłą. Jak się okazuje, historia ta liczy sobie – trudno uwierzyć – równe pół wieku. Pierwsza polska gra powstała bowiem w roku 1962, kiedy na komputer mówiło się jeszcze „mózg elektronowy”, jakkolwiek ironicznie by to nie brzmiało, biorąc pod uwagę możliwości ówczesnych maszyn. Gierka nosiła tytuł „Marienbad” i była implementacją Nim na legendarnym komputerze Odra (również stuprocentowo polskim), a ruchy wykonywało się za pomocą… dalekopisu. Całe szczęście zresztą, biorąc pod uwagę, że w tamtych czasach standardem było wprowadzanie danych za pomocą kart perforowanych – tak mozolne, że gdyby je tam zastosować, gra na komputerze wymagałaby znacznie więcej czasu i wysiłku niż z użyciem prawdziwych kamieni.


Kaczyń

Dodane: 22 kwietnia 2012, w kategorii: Absurdy, Polityka

Przejeżdżałem dzisiaj koło krzyża katyńskiego. Stała jakaś wystawa. Ani chybi coś o Katyniu, bo co innego może stać pod krzyżem katyńskim tuż po rocznicy, pomyślałem. Z ciekawości zerknąłem – i wszystko mi opadło, z wyjątkiem ciśnienia:

Lech Kaczyński - życiorys
(aparatu nie miałem, więc zdjęcia zaczerpnąłem z Interii)

Myślałem, że wyznawcy religii smoleńskiej przebili już wszystkie możliwe dna, ale po raz kolejny muszę przyznać rację Lecowi: nie ma takiego dna, w które nie dałoby się zapukać od dołu. Mało im było zrównywania Smoleńska z Katyniem, to poszli jeszcze dalej i już sam Katyń ma się kojarzyć nie z jakimiś tam pomordowanymi żołnierzami, tylko z Kaczyńskim. Doprawdy, brak mi cenzuralnych słów, żeby to adekwatnie skomentować.


« Starsze wpisy Nowsze wpisy »