Cichy Fragles

skocz do treści

Ta ostatnia niedziela…

Dodane: 30 czerwca 2013, w kategorii: Net

Koniec zbliża się nieubłaganie – biorąc pod uwagę różnicę czasu między Polską a zachodnim wybrzeżem USA, będziemy pewnie mogli używać Google Readera jeszcze jutro do dziewiątej rano (a może i dłużej, jeśli nie wyłączą go równo z początkiem pierwszego lipca), ale potem przyjdzie się ostatecznie pożegnać. A będzie to pożegnanie dość sentymentalne, bo bodaj pierwszy raz w historii Google ubija nie jakiś zupełnie nietrafiony projekt, tylko narzędzie, które wielu internautów uwielbiało i nie mogło bez niego żyć – no ale nie było to sto milionów, więc się nie opłacało:-(.

Sam, według statystyk readera, używam go od grudnia 2006 i przez ten czas przeczytałem w nim – bagatela – 140 tysięcy wiadomości, co wiele mówi o intensywności jego używania. A w rzeczywistości ta liczba powinna być jeszcze większa, bo parę lat temu wystrugałem narzędzie zlepiające wiadomości z jednego dnia lub tygodnia w jedną, żeby oszczędzić sobie klikania w przypadku co bardziej aktywnych kanałów – i w bazie mam w tej chwili ponad 64 tysiące rekordów, które z punktu widzenia GR przełożyły się na góra 5-10 tysięcy wiadomości, czyli realnie wyszłoby prawie 200 tysięcy. Nieźle, co?

No ale czas się rozstać. Statystyki wskazują, że ciągle jestem czytany przez GR, więc jeśli ktoś jeszcze nie znalazł zamiennika, zdecydowanie polecam The Old Reader, który ma ten niewątpliwy plus, że działa niemal identycznie z oryginałem i nawet nie trzeba się przestawiać na nowe skróty klawiszowe, a import listy kanałów zajmuje chwilę, więc przesiadka jest całkowicie bezbolesna. Dodatkowo genialnym ficzerem, którego Google Reader nie miał, jest dostępne pod klawiszem „b” otwieranie linka z aktualnej wiadomości w nowej karcie w tle (!), co prawda niedziałające pod Firefoksem, ale chyba i tak już wszyscy używają Chrome’a albo Opery;-). Poważnym minusem jest natomiast niedostosowanie strony do urządzeń mobilnych, ale ostatnio udostępnili API, więc stosowna aplikacja powinna wkrótce powstać, i to pewnie niejedna.

Jedyne, czego mi jeszcze do pełni szczęścia brakuje, to zintegrowanie czytnika RSS z klientem poczty – aż dziw, że jeszcze nikt tego nie zrobił. A może jednak ktoś zrobił, tylko przegapiłem?


Reportaże z czterech stron świata

Dodane: 23 czerwca 2013, w kategorii: Literatura

No, może niezupełnie z czterech, bo trzy ze wschodu i jeden z południa – ale nie czepiajmy się szczegółów, to przecież tylko kwestia perspektywy;-).

Pjongjang (Guy Delisle)

okładka (Kultura Gniewu)

Komiksowy zapis wrażeń autora z pobytu w Korei Północnej, gdzie wybrał się służbowo, aby nadzorować pracę animatorów wykonujących zlecenie dla jego firmy (kapitalizm to jednak wedrze się wsżędzie…), a przy okazji oczywiście zaliczył tamtejsze atrakcje turystyczne, z monumentalnym muzeum Wielkiego Przywódcy, Towarzysza Kim Ir Sena na czele, jak również próbował nawiązać bliższy kontakt z tubylcami – niestety bezskutecznie.

Gdyby chcieć podsumować ten komiks jednym słowem, byłaby to „pustka”. Puste drogi, puste miasto, pusty hotel, pusta restauracja – trudno się nie zastanawiać, czy w tym państwie w ogóle ktoś mieszka, czy może pozostała z niego już tylko dekoracja, utrzymywana w pionie przez resztkę mieszkańców. Wrażenie pustki potęguje gigantomania: drogi, po których nic nie jeździ, to nierzadko kilkupasmowe autostrady, w wyglądającym na bezludne mieście pełno jest rozległych placów i wielkich budynków, a hotel zamieszkany przez dosłownie kilka osób ma kilkanaście pięter i przestronne korytarze, które kojarzą się autorowi z komputerowymi strzelankami – zarówno dla fasonu, jak i z powodu ciemności, bo światło jest tylko na tym jednym piętrze, na którym mieszkają goście. Dodajmy, że zgodnie z najlepszymi wzorcami socjalistycznej ekonomii, jest to jeden z trzech hoteli w Pjongjangu (nie licząc słynnego niedokończonego Ryugyŏng Hotel), a dwa pozostałe są równie wielkie i równie puste…

Niestety, pustkami świeci również fabuła. Mimo wysiłków autora, w komunistycznym raju absolutnie nic się nie dzieje, nie ma żadnych rozrywek poza zwiedzaniem miejsc kultu wodza, a tubylcy nie dają się naciągnąć na jakiekolwiek potencjalnie nieprawomyślne rozmowy – czemu zresztą trudno się dziwić, biorąc pod uwagę z jednej strony indoktrynację, a z drugiej ryzyko. Przez większość czasu widzimy więc tylko bezcelowe szwendanie się po mieście, przeplatane obserwacjami autora na temat absurdów najlepszego z systemów i posuniętego do ekstremum kultu jednostki. Obserwacjami niestety niezbyt odkrywczymi. Nie żeby było źle, bynajmniej – ale po entuzjastycznych recenzjach nastawiałem się na coś więcej.

Ocena: 4

Inne tego autora: Kroniki birmańskie



Yob vashu mat!

Dodane: 16 czerwca 2013, w kategorii: Varia

Dawno już tu nie było czepiania się błędów językowych, więc dzisiaj się czepię – formalnie może niezupełnie błędu, ale na pewno drażniącego i ze wszech miar niesłusznego, a z roku na rok coraz bardziej popularnego zachowania, jakim jest pisanie słowiańskich nazwisk z użyciem angielskiej transkrypcji.

Fakt, że tej transkrypcji używamy powszechnie, niezależnie od języka – ale w przypadku arabskiego czy chińskiego nie robi to większej różnicy, bo to języki na tyle odległe od naszego, że i tak nie ma mowy o zachowaniu ich oryginalnego brzmienia. Ani „Mao Ce-Tung”, ani „Mao Zedong” nie przeczytamy zgodnie z prawdziwą chińską wymową, więc to w sumie tylko kwestia umowy, którą wersję wolimy. W przypadku rosyjskiego, ukraińskiego czy bułgarskiego sytuacja jest diametralnie inna: ze względu na bliskie pokrewieństwo z polskim, ich brzmienie można oddać w naszym języku bez porównania lepiej, niż w dalekim angielskim – używanie go w charakterze pośrednika ma więc tyle samo sensu, co podróż z Warszawy do Kijowa przez Londyn.

Jednak z jakiegoś powodu (zapatrzenie w Amerykę? przekonanie, że angielski jest bardziej cool i trendy?) ten bezsens krok po kroku zyskuje na popularności – czego najbardziej widocznym przykładem książki z cyklu „Metro 2033”, sygnowane nazwiskiem „Dmitry Glukhovsky”, co po naszemu pisze się po prostu Dmitrij Głuchowski. Żeby było śmieszniej, wydawnictwo nie dba o konsekwencję w tej kwestii, mieszając różne transkrypcje nawet na jednej okładce, choć akurat „Andrey Diakov” wyglądałby zdecydowanie mniej żałośnie niż ten Gluk-cośtam.

Biorąc pod uwagę wszechobecną ekspancję angielszczyzny, jak i postępy analfabetyzmu w necie, w przyszłości będzie pewnie tylko gorzej. Mam jednak nadzieję, że przynajmniej „Zbrodni i kary” nikomu nigdy nie przyjdzie do głowy wydawać pod nazwiskiem „Fyodor Dostoyevsky”, bo w takim wypadku mógłbym mieć problemy z powstrzymaniem się przed zbrodnią – i karą zarazem.

Vot i vsyo;-).


Kiedy na zakupy?

Dodane: 8 czerwca 2013, w kategorii: Polityka


(obrazek via Parada karzełków)

Nasi (p)osłowie i prawicowi publicyści po raz kolejny robią podchody do zakazania handlu w niedzielę – naturalnie dla dobra uciśnionych pracowników i bez żadnego związku z naciskami Kościoła, gdzieżby tam. Cóż, nie od rzeczy byłoby tu powiedzieć „sprawdzam”. Zatem, drodzy państwo – czy poparlibyście alternatywę w postaci zakazu handlu w sobotę?

Z punktu widzenia uciśnionych pracowników byłoby to lepsze, bo praca w niedziele i święta jest podwójnie płatna, a w soboty nie. Z punktu widzenia klientów również byłoby to lepsze, bo więcej ludzi pracuje (czytaj: może nie mieć czasu na zakupy) w sobotę, niż w niedzielę. Z każdego innego punktu widzenia, poza kościelnym, oba pomysły niczym się nie różnią.

A więc?


Zagadka geometryczna

Dodane: 2 czerwca 2013, w kategorii: Nauka

Narysuj czworokąt. Jakikolwiek, może być nawet wklęsły.
Zaznacz środek każdego z boków.
Połącz po kolei te środki.

Uzyskana w ten sposób figura zawsze będzie idealnym równoległobokiem. Zawsze.

Nie wierzysz? Sprawdź, przeciągając wierzchołki myszą:

(Aplet HTML5 może nie działać, jeśli czytasz ten wpis w czytniku RSS lub w badzIEwnej przeglądarce)

Zagadka, jak już się chyba każdy domyślił, brzmi: dlaczego tak się dzieje? Podpowiem, że ma to związek z twierdzeniem pewnego starożytnego Greka;-).


Pięć lat bloga

Dodane: 29 maja 2013, w kategorii: Prywata

Jak to zwykle o tej porze roku bywa, znowu blog mi się zestarzał. Niestety, w porównaniu z poprzednim rokiem pojawiły się też efekty starzenia – 63 wpisy i 508 komentarzy to zauważalny regres, średnia 8.06 komcia na wpis to wprawdzie tylko minimalny spadek, ale jednak. Co oczywiście nie znaczy, że się kończę – zamierzam wytrwać na stanowisku co najmniej tak długo jak sir Alex Ferguson;-).

Najpopularniejsze wpisy:

  1. Moralna schizofrenia
  2. Co z tym Joggerem?
  3. Z dedykacją dla kaczystów, ziobrystów i gowinistów
  4. 28 * Tetris
  5. Debunking Smoleńsk
  6. Thunderbird w przeglądarce…
  7. Zagadka matematyczno-logiczna
  8. Denver – dwa scenariusze
  9. Amber Gold – schody na dno
  10. Szkoła óczy

Najwięcej komentarzy:

  1. Moralna schizofrenia (50)
  2. Zagadka matematyczno-logiczna (39)
  3. Co z tym Joggerem? (29)
  4. Z dedykacją dla kaczystów, ziobrystów i gowinistów (26)
  5. Debunking Smoleńsk (25)
  6. „A nauka też się myli…” (24)
  7. Partia białej flagi (23)
  8. Denver – dwa scenariusze (16)
  9. Szkoła óczy (16)
  10. AdBlock po krakowsku (15)
  11. Nie mam pomysłu na tytuł (15)

Jak widać, nic tak dobrze nie wpływa na popularność notki, jak zażarta dyskusja w komentarzach – oczywiście tylko doraźnie, bo na dłuższą metę nic nie przebije dobrej pozycji w Google. A oto, co ciekawego tym razem ludzie w tym Google wpisywali, żeby do mnie trafić:


Refleksja przedponiedziałkowa

Dodane: 26 maja 2013, w kategorii: Przemyślenia

(obrazek via Cartoon a day)

Jedną trzecią życia przesypiamy. Jedną trzecią pracujemy. Z pozostałej jednej trzeciej spory kawałek poświęcamy na dojazdy, jedzenie, zakupy, porządki i inne obowiązki domowe. Oznacza to, że – lekko licząc – trzy czwarte życia schodzi nam tylko na to, aby żyć, a tylko jedną czwartą mamy rzeczywiście dla siebie. Czy to nie smutne?

Dobrze, że chociaż weekendy nieco poprawiają statystykę.


Ziemia nie istnieje

Dodane: 20 maja 2013, w kategorii: Nauka

Naszło mnie ostatnio takie spostrzeżenie: Ziemia powstała 4.5 mld lat temu, więc obszar, do którego już dotarło światło (czy jakiekolwiek inne oddziaływania) z naszej planety od momentu jej powstania, stanowi kulę o promieniu 4.5 mld lat świetlnych i objętości ~380 * 10^27 lat świetlnych. Wszechświat powstał ok. 13.8 mld lat temu; wiek Ziemi stanowi więc ok. 32.6% wieku Wszechświata, a że objętość jest proporcjonalna do sześcianu promienia, to łatwo policzyć, że informacja o uformowaniu się naszej planety dotarła jak dotąd do – uwaga – mniej więcej 3.5% obserwowalnego Wszechświata.

Innymi słowy: 96.5% ewentualnych mieszkańców obserwowalnego Wszechświata jeszcze nie wie – bo nie może wiedzieć – że planeta zwana Ziemią w ogóle istnieje.

O tym, że powstało na niej życie, nie może wiedzieć 98%.

O tym, że wykroczyło ono ponad mikroorganizmy – 99.994%.

O tym, że pojawiły się dinozaury – 99.9995%.

O tym, że wyginęły – 99.999994%.

O tym, że jakieś małpy zlazły z drzew i zaczęły ganiać za antylopami – 99.999999995%.

O tym, że zaczęły budować piramidy – 99% i jeszcze osiemnaście dziewiątek po przecinku.

W bardzo niewielkim przybliżeniu można więc powiedzieć, że z perspektywy Wszechświata nie tylko nic nie znaczymy, ale nawet w ogóle nie istniejemy…


Co z tym Joggerem?

Dodane: 15 maja 2013, w kategorii: Net, Techblog

Dyskusja o losach naszej ulubionej platformy blogowej rozgorzała na mgnienie oka u mt3o i na ciut dłużej na Google+, ale zaraz wygasła i niewiele z niej wynikło, poza kolejnym potwierdzeniem tezy, że gdzie dwóch Polaków, tam trzy opinie. Spróbujmy więc ją rozniecić jeszcze raz, zaczynając od protokołu rozbieżności:

D4rky absolutnie się nie zgadza na otwarcie Joggera na blogi z innych platform i nie wierzy w możliwość przerabiania kodu po kawałku, bo burdel jest zbyt wielki. Wystruganiem platformy od nowa jest zainteresowany i ma wizję, ale chciałby to zrobić w RoR, co z oczywistych względów niezbyt mi się widzi – ale może się mylę i połowa ludzi na Joggerze zna RoR od podszewki? Jeśli tak, niech się zgłaszają;-).

Mt3o również jest przeciwko Ruby’emu, a platformę chciałby pisać, choćby i na własną rękę, żeby stworzyć alternatywę dla starego Joggera, co też mi się nie uśmiecha – jeśli w ogóle tworzyć coś nowego, to raczej agregator blogów, niż całą platformę.

Ja sam uważam (jak już kiedyś pisałem), że ważniejsza jest społeczność, a technologia to rzecz wtórna – ale OK, dodanie API i poprawienie paru baboli na pewno by nie zaszkodziło. Biorąc jednak pod uwagę, że parę podejść do przepisania platformy już się źle skończyło, nie ryzykowałbym eksperymentów, tylko postawił na bezpiecznego pehapa, którego każdy zna, więc i zespół będzie łatwiej skompletować.

Pytanie tylko, czy w ogóle komuś jeszcze się chce, czy może zostało nas trzech na krzyż i Jogger jest skazany na wieczną wegetację?


Szkoła umarła

Dodane: 11 maja 2013, w kategorii: Varia

Inkubator procesu reprodukcji wczesnokonsumpcyjnego społeczeństwa postchłopskiego nie nadaje się już nawet do naprawy i jedyne, co można z nim sensownego zrobić, to rozwalić i zacząć budować coś nowego – tako rzecze prof. Hartman w dzisiejszej Wyborczej (w necie niestety tylko fragment tekstu, całość wyłącznie na papierze). Miło widzieć, że mądrzy ludzie z mainstreamu zgadzają się z tym, co pisałem kilka miesięcy temu. Oby to był początek większej debaty, która może za kilka(naście?) lat w końcu doprowadzi do jakichś odważniejszych działań przeciwko tej XIX-wiecznej skamielinie, w której ciągle dręczy się niewinne dzieci, w dodatku z coraz bardziej żenującymi skutkami. Może nie ze wszystkimi propozycjami Hartmana się zgadzam, ale tekst jako całość – koniecznie!


« Starsze wpisy Nowsze wpisy »