No, może niezupełnie z czterech, bo trzy ze wschodu i jeden z południa – ale nie czepiajmy się szczegółów, to przecież tylko kwestia perspektywy;-).
Pjongjang (Guy Delisle)
(Kultura Gniewu)
Komiksowy zapis wrażeń autora z pobytu w Korei Północnej, gdzie wybrał się służbowo, aby nadzorować pracę animatorów wykonujących zlecenie dla jego firmy (kapitalizm to jednak wedrze się wsżędzie…), a przy okazji oczywiście zaliczył tamtejsze atrakcje turystyczne, z monumentalnym muzeum Wielkiego Przywódcy, Towarzysza Kim Ir Sena na czele, jak również próbował nawiązać bliższy kontakt z tubylcami – niestety bezskutecznie.
Gdyby chcieć podsumować ten komiks jednym słowem, byłaby to „pustka”. Puste drogi, puste miasto, pusty hotel, pusta restauracja – trudno się nie zastanawiać, czy w tym państwie w ogóle ktoś mieszka, czy może pozostała z niego już tylko dekoracja, utrzymywana w pionie przez resztkę mieszkańców. Wrażenie pustki potęguje gigantomania: drogi, po których nic nie jeździ, to nierzadko kilkupasmowe autostrady, w wyglądającym na bezludne mieście pełno jest rozległych placów i wielkich budynków, a hotel zamieszkany przez dosłownie kilka osób ma kilkanaście pięter i przestronne korytarze, które kojarzą się autorowi z komputerowymi strzelankami – zarówno dla fasonu, jak i z powodu ciemności, bo światło jest tylko na tym jednym piętrze, na którym mieszkają goście. Dodajmy, że zgodnie z najlepszymi wzorcami socjalistycznej ekonomii, jest to jeden z trzech hoteli w Pjongjangu (nie licząc słynnego niedokończonego Ryugyŏng Hotel), a dwa pozostałe są równie wielkie i równie puste…
Niestety, pustkami świeci również fabuła. Mimo wysiłków autora, w komunistycznym raju absolutnie nic się nie dzieje, nie ma żadnych rozrywek poza zwiedzaniem miejsc kultu wodza, a tubylcy nie dają się naciągnąć na jakiekolwiek potencjalnie nieprawomyślne rozmowy – czemu zresztą trudno się dziwić, biorąc pod uwagę z jednej strony indoktrynację, a z drugiej ryzyko. Przez większość czasu widzimy więc tylko bezcelowe szwendanie się po mieście, przeplatane obserwacjami autora na temat absurdów najlepszego z systemów i posuniętego do ekstremum kultu jednostki. Obserwacjami niestety niezbyt odkrywczymi. Nie żeby było źle, bynajmniej – ale po entuzjastycznych recenzjach nastawiałem się na coś więcej.
Ocena: 4
Inne tego autora: Kroniki birmańskie